Empatyczny technologiczny czyli informatycy w naszych zespołach

Magdalena Kołodkiewicz

Poszukiwany: „Informatyk”.

Znaki szczególne: flanelowa koszula w kratę wciągnięta w spodnie, na nogach klapki japonki. Przekonany, że kilometr to 1024 metry. Przyjaciół rozpoznaje nie po twarzach czy imionach, ale po adresach IP. Jak wyciągnie 83% masło z lodówki, to czeka, aż mu naciągnie do setki. Jak poprosisz o pomoc, ciężko westchnie i każe ci zresetować komputer. Z kosmosu jest. Albo z Darknetu. Niekomunikatywny i nie współpracujący.

Ktoś? Coś?

Naprawdę nic?

No właśnie. Chodzi o to, że czerstwe jak suchary dowcipy o informatykach straciły dawno przydatność do spożycia. Środowisko IT oznacza już tyle zawodów i specjalizacji, że coraz rzadziej można w nim spotkać ludzi świetnych technicznie, ale bez społecznych umiejętności. Tych niekomunikatywnych trzebi na pniu „zwinne” środowisko pracy. Jeżeli nawet jakimś cudem „buc” przeciśnie się przez rekrutacyjne sito (trudny rynek pracownika), zweryfikują go od razu koledzy z zespołu, więc nie za bardzo jest gdzie się ukryć. Agile przecież współpracą stoi.

 

„Technicy magicy” hakują psychologię i dobrze im to idzie. Do IT ciągnie coraz więcej humanistów i coraz więcej kobiet, a pomagają w tym społeczności takie jak Geek Girls Carrots, Women Techmakers i Girls in Tech. Założycielem popularnego portalu edukacyjno-rozwojowego (MindValley) jest były programista. Autor polskiego bloga Agile&Change, agile coach, pisze o sile feedbacku i przyznaje się do walki z własnym ego. Jedne z najbardziej wdzięcznych grup szkoleniowych, z którymi miałam okazję współpracować, to goście IT z pewnego FinTechu: radykalnie szczerzy i konfrontujący psychologiczną wiedzę trenera argumentami ostrymi jak brzytwa, a jednocześnie zaciekawieni, otwarci i odważni w przyznawaniu się (na sali, przed dopiero co poznanymi kolegami) do swoich komunikacyjnych błędów czy słabych stron.

 

A teraz mroczna strona. Twarde techniczne umysły bywają nadal sceptyczne
w stosunku do „miękkich” umiejętności, a środowisko IT w dalszym ciągu uznaje się za  potencjalnie toksyczne miejsce pracy. Poza tym łatwiej dogadać się z kolegą zza biurka obok, ale z Kumarem z drugiej półkuli, którego się w życiu na oczy nie widziało, już gorzej. Nie wspominając o kliencie, który rzadko rozumie niuanse dwójkowego kodu albo  podwykonawcy z zupełnie innej branży. Na polu uczenia umiejętności współpracy –
w zespołach, w firmach, pomiędzy firmami i branżami - ciągle jest bardzo dużo do zrobienia.

 

A przecież idzie cyfryzacja: wszyscy chcemy być już tak zwinni, że za chwilę potracimy kręgosłupy. Za moment każdy z nas będzie musiał stać się w jakiejś części „informatykiem”.

Potrzebujemy mostów, tłumaczy pomiędzy „gatunkami”. Potrzebujemy też innego podejścia do uczenia umiejętności i postaw. Co z tego, że nasi programiści są jednymi z najbardziej kreatywnych na świecie (HackerRank Developer Skills Report, 2019), skoro w rankingach innowacyjnych państw jako nacja zajmujemy dopiero miejsce 55 (International Innovation Index)? Co nam po kreatywności, jeżeli nie potrafimy zaprząc jej do (współ)pracy?

 

Jak trąbią raporty (Future of jobs report, 2018, World Economic Forum; “Future Work Skills 2020” Institute for the Future; Deloitte CIO Survey 2018 Patrząc w przyszłość poza erę cyfrową) współpraca będzie jedną z kompetencji przyszłości. Czy może nam pomóc zdobyć konkurencyjną przewagę na poziomie indywidualnym i organizacyjnym? Z pewnością. Ale tak zwyczajnie, po ludzku, może nam też pomóc po prostu łatwiej ze sobą żyć. To może zacznę od początku:

Poszukiwana/poszukiwany: „Empatyczny technologiczny”. Pilnie.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
Co nam zostało z wartości czyli refleksja na Boże Narodzenie

Ostatnie artykuły