Headhunter w społecznościowej sieci, czyli o tym jak social media zmieniły rekrutację.

Bartosz Owczarek, Magdalena Tyburcy

Wyniki naszego ubiegłorocznego badania „Media społecznościowe w rekrutacji” jednoznacznie wskazały, że branża rekrutacyjna nie tylko używa social media w swojej pracy – 100% respondentów przyznało, że ma konto na portalach społecznościowych– ale również wie, w jaki sposób wykorzystać ich potencjał przy zamykaniu projektów rekrutacyjnych z sukcesem – 97% pracowników agencji rekrutacyjnych przyznało, że zatrudniło kandydata przy pomocy portali społecznościowych! Jest to wynik wyższy o prawie 20% względem średniej dla wszystkich branż. Skąd taka różnica i czy media społecznościowe stały się jedynym narzędziem headhunterów?

Trudno jednoznacznie stwierdzić skąd bierze się wysoka skuteczność rekruterów przy wykorzystywaniu portali społecznościowych, ale jednym z nich może być częstotliwość. Aż 74% respondentów przyznało, że korzysta z social media codziennie! Tak częste korzystanie z narzędzia, jakim jest LinkedIn może zadecydowanie zwiększać sprawność w posługiwaniu się nim. Osoby odwiedzające swoje profile z ciekawości, czy „przy okazji” raz jakiś czas mogą mieć trudność w sprawnym posługiwaniu się portalem, który cały czas przechodzi przez szereg zmian.

Gdy zastanowimy się nad samym procesem rekrutacyjnym z wykorzystaniem social media, możemy zauważyć wyzwania, przed którymi stoi rekruter, ale również kandydat. Obie strony mają potrzebę zakomunikowania pewnej informacji. Trudnością, będąca udziałem obu stron jest wzajemne “przebicie się” ze swoim komunikatem przez szum informacyjny. Na powodzenie przedsięwzięcia może wpływać przemyślana koncepcja kreowania swojego wizerunku.

Wielokrotnie uczestnicy naszych programów Kontynuacji Kariery, dzielili się z nami swoimi wątpliwościami dotyczącymi wiarygodności rekrutera, który kontaktował się z nimi poprzez LinkedIn. Zachowanie profesjonalizmu, przygotowanie własnego profilu i spersonalizowanej komunikacji uwiarygadnia nas i zwiększa szanse na sukces. Pracownicy wielu firm rekrutacyjnych na swoich profilach budują nie tylko profesjonalny wizerunek osobisty, ale również markę pracodawcy – można wtedy zauważyć spójny opis firmy u wszystkich pracowników, a także odnośniki do stron, czy zdjęcia oznaczone logo.

O ile portale typu LinkedIn i GoldenLine są naturalnym źródłem wiedzy o potencjalnych kandydatach, wątpliwość pojawia się w przypadku towarzyskich portali społecznościowych takich jak Facebook. Korzystanie z tych źródeł bywa przez niektórych uważane za wchodzenie w sferę prywatną kandydatów. Warto jednak pamiętać, że każdy z użytkowników tego rodzaju społeczności samodzielnie decyduje o tym które treści i dla jakiego grona odbiorców udostępnia. Faktem jest, że kandydaci również sprawdzają swoich rozmówców na różnych portalach social media.

Pozostaje pytanie czy media społecznościowe pozostaną głównym źródłem wiedzy o kandydatach? Zagadnienie jest złożone, ale coraz częściej słyszymy o ograniczeniach social media. Po pierwsze jest tam tylko promil wszystkich kandydatów. Po drugie tracą one na znaczeniu w przypadku wysokich ról managerskich. Konsultant posługujący się metodą executive search kieruje się kluczem poszukiwania najlepszego kandydata na rynku, a nie najlepszego kandydata, który jest obecny na LinkedIn. Rekruterzy nie mogą pozwolić sobie na przeoczenie ciekawej kandydatury, tylko z powodu nieobecności na portalach społecznościowych, ale korzystając z nich codzienne mogą stosunkowo szybko dostrzec ciekawego i wziąć go pod uwagę w projekcie rekrutacyjnym.

Poza najpopularniejszymi portalami biznesowymi istnieje szereg innych, które skierowane są do osób chcą budować swój wizerunek w mniejszym gronie. Takimi portalami są np. www.notactivelylooking.com czy www.bluesteps.com . Są one odpowiedzią na większą potrzebę kontroli swojego wizerunku oraz pozostawanie w kontakcie z konsultantami prowadzącymi rekrutacje na odpowiednim poziomie. Mamy poczucie, że można mówić o ogólnym trendzie migracji użytkowników Internetu w kierunku coraz bardziej wyspecjalizowanych portali społecznościowych, który z roku na rok będzie systematycznie rósł.

Kolejne lata rosnącej popularności mediów społecznościowych oraz obserwacja trendów rynkowych każą jednak z dużą ostrożnością traktować przesłanki mówiące o tym, że całość pracy rekruterów przeniesie się do sieci. Tym, co pozostaje niezmienne są naciski na budowanie autentycznych relacji z otoczeniem, które wykraczają poza zaproszenie do grona znajomych i polubienie posta. Media społecznościowe, jak również wszelkie inne narzędzia dostępne kandydatom i konsultantom firm rekrutacyjnych są jedynie zasobem, z którego mogą skorzystać budując relacje z otoczeniem. To, jakimi kanałami postanowią się komunikować i prezentować zależy od ich strategii, celu jaki sobie stawiają oraz zasięgu jaki chcą uzyskać.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
Menedżer z zewnątrz ma niełatwy start. Zwłaszcza jeśli miał konkurenta wewnątrz.

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza