Kim jestem w sieci?

LHH DBM

Kim jestem w sieci?

Od dzisiaj właściwie każdy z nas, kto chce świadomie kształtować swój wizerunek, powinien stać się marketingowcem. Jeśli jeszcze nim nie jest. Do tego duża część tego wizerunku zależy od tego, jak już istniejemy w sieci.

Dla części osób ta perspektywa i ten imperatyw wydają się nadmiarowe. Kojarzą się z „lansowaniem” lub aspirowaniem do stania się „celebrytą w swoim domu” - środowiskach: prywatnym, zawodowym, naukowym, koleżeńskim. Wreszcie część kiwa głową rozumiejąc dokąd ten świat zmierza, po to aby zaraz powiedzieć: „ale nie wiem, jak mam promować siebie” lub „nie mam na to czasu”. Tymczasem od kiedy Google oraz media społecznościowe z YouTubem włącznie i platformami do przechowywania zdjęć zagościły w naszym życiu, większość z nas swój wizerunek w sieci już ma.

Gdzie można nas znaleźć?

W mediach społecznościowych definiuje nas już to, na jakich portalach mamy konto. Czy komunikujemy się ze światem poprzez LinkedIN, Facebook, a może Snapchat? Czy używamy Twittera zamiast prasówki, czy też wykorzystujemy jako platformę do dzielenie sią naszymi przekonaniami politycznymi (temu głównie służy w Polsce), czy też promujemy swoje aktywności zawodowe? Czy Facebook jest dla nas albumem historii rodzinnych, czy służy do szukania w najbliższej okolicy pizzerii? A może głównie korzystamy z Messengera do komunikacji ze znajomymi? Każdy z kanałów społecznościowych ma już swój wyraźny profil, dominują na nim określone grupy użytkowników, a i kategorie treści, którymi się wymieniają, coraz bardziej się także precyzują. Niektóre wspierają w nawiązywaniu towarzyskich lub biznesowych relacji i są nastawione na networking, wybrane bywają wykorzystywane do rekrutacji, inne do dzielenia się treściami w formie blogów czy video. Te ostatnie,  takie jak Slideshare, YouTube, Twitter i Bloger mogą pomóc w kreowaniu wizerunku eksperta, który tworząc wartościowe treści buduje świadomie swoją profesjonalną markę. Do części z nich zaglądamy z przemyślanym planem, jak i do czego chcemy je wykorzystać. Na innych znaleźliśmy się przez przypadek, zaproszeni przez znajomych, zachęceni przez dzieci. Te ostatnie mogą wpływać na to, jakimi treściami się dzielimy i co można o nas znaleźć. Zwykle więcej, niż chcielibyśmy. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ich dostępności. Dlatego dobrym punktem wyjścia do zarządzania swoją marką, jest „audyt wizerunku w sieci”. Zacznijmy od zobaczenia, co można znaleźć na nasz temat i jak chronimy (lub nie) informacje o sobie. Wreszcie, co mówią o nas inni.

Ułuda prywatności – wiem, że chcesz zmienić pracę i zdjęcia z komunii

Skąd wiem, że chcesz zmienić pracę? Bo obserwuję Twoją aktywność na LinkedIn i dostaję powiadomienia o zmianach, jakie wprowadzasz na swoim profilu. Widzę też, że w Twoich kontaktach przybyło kilku nowych rekruterów. Lajkujesz też posty osób z działów HR. To pewnie z firm, w których chciałbyś pracować, a może już tam byłeś na rozmowie kwalifikacyjnej. Zaskakujące? Niekoniecznie. Jeśli nie ustawimy na swoim koncie ochrony prywatności wiele z naszych działań będzie widoczne dla innych. Także współpracowników czy przełożonych, których mamy w swoich kontaktach. Zdjęcia z komunii – kto i dlaczego miałby mieć do nich dostęp? Jeśli nie zabezpieczymy ich na Facebooku czy Google Photos, nasze rodzinne albumy mogą być widoczne dla osób z zewnątrz. Do tego jeśli dotyczą naszych dzieci i bliskich, to często nieświadomie budujemy także ich wizerunek w sieci. Nie bez powodu w szkołach coraz częściej są prowadzone zajęcia dla młodzieży, jak mądrze umieszczać w necie informacje na swój temat, bo wrzucić coś jest znacznie łatwiej, niż wykasować. Informacje prywatne, swobodne, pozornie nieszkodliwe komentarze do wydarzeń, zdjęcia z wakacji mogą wnikliwym rekruterom sporo powiedzieć o naszym stylu życia, zamożności, stanie cywilnym, przekonaniach politycznych, ulubionych sposobach spędzania wolnego czasu czy wręcz zwyczajach zakupowych. Do faktu, że Google i Facebook wiedzą o nasz bardzo wiele już się przyzwyczailiśmy, ale że nasi klienci, potencjalni współpracownicy czy przyszli pracodawcy także, o tym myślimy rzadziej.

Kim chcesz być?

Po audycie warto w pierwszej kolejności zadbać o te informacje, które chcemy uczynić prywatnymi. Jeśli wymaga to usunięcia zdjęć z 40. Kolegi, na których hucznie się bawiliśmy i jesteśmy na pierwszym planie, warto o to poprosić. Drugim krokiem jest odpowiedź na pytanie: co chcemy innym o sobie powiedzieć? Jakie jest moje PVP – Personal Value Proposition? Jakimi narzędziami i kanałami chcę swoją historię opowiedzieć innym. Kto mnie uwiarygodni? Jakie relacje powinienem pielęgnować, a jakie zbudować od początku?

I wreszcie krok trzeci: długa i żmudna praca budowania swojej pozycji eksperckiej poprzez rozwijanie sieci kontaktów z precyzyjnie zdefiniowanymi osobami, pisanie bloga, postów eksperckich, może nagrania video, a może robienie pięknych zdjęć. Dzielenie się wartościowymi treściami to dzisiaj jeden z mocnych punktów budowania swojej pozycji w sieci.

Do tego jeszcze wybór odpowiednich grup dyskusyjnych i stanie się aktywnym członkiem społeczności, która skupia się wokół ważnych dla nas miejsc, organizacji, tematów czy inicjatyw. Plus znajomość „netykiety” i dobrych praktyk mówiących „jak” zarządzać informacjami, którymi chcemy się dzielić.

Czy to dużo pracy? Czy warto na to poświęcać czas? Czy to każdemu potrzebne? W różnym stopniu. Ale jeśli my nie zrobimy pierwszego kroku, ktoś nasz wizerunek wykreuje za naszymi plecami.

 

Po więcej konkretnych informacji i inspiracji zapraszamy na najbliższy webinar "Marka osobista w sieci" -  4 z cyklu 12 webinarów Compact Learning

Już pojutrze, 11 kwietnia poprowadzą go nasze Konsultantki Katarzyna Młynarczyk i Ada Grzesiecka. ZAPRASZAMY!

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
Czy jesteś na liście do zwolnienia?

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza