Kto jest filarem twojego zespołu?

VINCE MOLINARO

Jestem przekonany, że jeśli firmy osiągają spektakularne sukcesy, to są one budowane rękoma ponadprzeciętnych pracowników. Widziałem to wielokrotnie i jako przedsiębiorca, i jako lider.

Ostatnio żegnaliśmy w firmie koleżankę, która przeszła na emeryturę. Poproszono mnie, abym powiedział kilka słów. Gdy myślałem o naszej współpracy i jej roli w firmie doszedłem do wniosku, że była jednym z kluczowych pracowników, była „filarem” naszej firmy. Gdy zaczynałem pracować szybko zorientowałem się, że to ktoś „istotny” – nie „ważny” z powodu zajmowanego stanowiska, ale właśnie „istotny”. Zawsze służyła radą, była „pod ręką”, gdy tylko potrzebowałeś pogadać, chcieli z nią rozmawiać i pracownicy, i klienci. Po prostu była oddana firmie.

Zacząłem przypominać sobie innych pracowników – filary firm, z którymi pracowałem - i doszedłem do wniosku, że łączy ich kilka cech:

  • Są (ekstremalnie) niezawodni. Jeśli się czegoś podejmą, to na pewno zostanie to zrobione, choćby się „waliło paliło”. I nie będą się skarżyć z tego powodu i jęczeć. Nie uważają też, że jakaś praca może być „niegodna”, poniżej ich kwalifikacji. Zdają sobie sprawę, że od wykonania zadania zależy sukces całej firmy i nie odkładają roboty „na później”. 
  • To, co robią, robią z pasją. Dążą do osiągnięcia celów wyznaczonych przez firmę i chcą realizować jej misję. Każdego dnia okazują energię i entuzjazm. Ich zapał jest zaraźliwy. I okazuje się, że wiek ma tu niewiele do rzeczy. Pracowałem z 60. latkami, którzy mieli więcej energii i pasji niż 20. latkowie.
  • Przewodzą. Bardzo często są oficjalnymi bądź nieformalnymi liderami. Niezależnie od tego, co mają na wizytówce, wyznaczają standardy dla innych, pokazują, co znaczy odpowiedzialność, a gdy trzeba przejmują kontrolę.
  • Zawsze potrafią wykrzesać dodatkowy wysiłek. Zaangażowanie to ich drugie imię. Tak naprawdę chyba nie wiedzą, co znaczy rezygnacja i stagnacja. Nawet w trudnych okresach potrafią (jak oni to robią?) zarządzić samym sobą i skoncentrować się na zadaniu. Dać z siebie wszystko, co w danej chwili możliwe.
  • Dostosowują się. Kiedy firma się zmienia i przechodzi przez kolejne stadia rozwoju, pracownicy „filary” odnajdują się w nowej sytuacji i chcą mieć w niej swój aktywny udział. Mają niespożytą siłę, by ciągle od nowa podejmować „rzucaną rękawicę”.
  • Mają zdrowy stosunek do pracy. Choć ciężko pracują i na każdym kroku udowadniają, że praca jest dla nich ważna, to mają też normalne życie poza firmą. Mają rodziny, swoje pasje, angażują się społecznie… Ta wszechstronność nadaje sens i radość ich codziennej, angażującej pracy.

Mogłoby się wydawać, że tacy ludzie są „oczkiem w głowie” każdego menedżera. Z moich obserwacji wynika, że często jest zupełnie odwrotnie, a najbardziej kluczowa dla firmy grupa pracowników jest jednocześnie najbardziej niedocenianą i zapomnianą. Niektórzy szefowie traktują ich jak zwykłe konie robocze. Wszak wiadomo, że zawsze zrobią, co mają zrobić i nie będą się przy tym skarżyć czy narzekać – wykonają zadanie nawet bez doceniania.

W efekcie nadchodzi ten katastrofalny dla firmy moment, gdy przeciążeni i niedoceniani „ludzie-filary” decydują się odejść.

Nie dopuśc do tego. Poświęć czas, aby zorientować się, kto jest filarem twojego zespołu. Znajdź tych ponadprzeciętnych, których odejście oznaczałoby realną stratę i zachwianie biznesu.

I zastanów się, jak traktujesz tych ludzi? Czy mogą czuć się niedocenieni lub wykorzystywani? Czy wiesz, w jaki sposób wyrazić im uznanie za ich zaangażowanie i lojalność?

Jeśli tego nie zrobisz, może okazać się, że znalezienie kogoś innego na ich miejsce będzie jeszcze trudniejsze.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
POD OSTRZAŁEM – dlaczego ludzie tracą pracę

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza