Minuta może robić różnicę czyli o plusach i minusach ewidencjonowania czasu pracy

Stefan Bulaszewski

„Ewidencja czasu pracy przybrała w mojej firmie formę absurdu. Jeśli wejdę do biura choć minutę po ósmej system rejestruje to jako spóźnienie. Po dwóch takich „minutowych spóźnieniach” dostaję maila, że jestem na liście „spóźniających się”. System nie zakłada też możliwości, żeby zostać dłużej i odpracować ewentualne minuty (to znaczy zostać dłużej jak najbardziej można i jest to mile widziane przez szefostwo, ale nie eliminuje porannego „spóźnienia”). Tak uciążliwego rozwiązania nie jestem w stanie zrozumieć, zwłaszcza, że od mojej obecności pięć minut przed czy po nie zależy uruchomienie linii produkcyjnej czy rozpoczęcie pracy przez inne osoby. A w przypadku posiadania dzieci i całej porannej logistyki czasem naprawdę trudno być daną godzinę co do minuty. Efekt tego całego systemu jest zresztą taki, że ludzie pilnują czasu przyjścia tak mocno, jak i czasu wyjścia. O 16 biuro pustoszeje, choćby się waliło paliło.”
                                                                                                                             Handlowiec, dział zakupów

 

Rejestrowanie i monitorowanie czasu pracy pracowników to normalny obowiązek pracodawcy. A spóźnienia rzecz naganna i w niektórych zawodach i miejscach pracy – niedopuszczalna dla firmy, szczególnie z punktu widzenia jej klientów.

W opisywanej sytuacji można widzieć sporo plusów również od strony pracowników – choćby dyscyplina serio traktowania 8-godzinnego dnia pracy, co jest normą słuszną i cywilizowaną.

Czy jednak na miejscu HR-u takiej firmy cieszyłbym się, że wszystko jest OK? Jeżeli większość pracowników podziela frustracje autorki tych słów, to raczej nie…
To książkowy przykład, jak polityka firmy, skądinąd racjonalna i uzasadniona staje się dolegliwością dla pracowników i przez to poważnym czynnikiem negatywnie obciążającym „środowisko motywacyjne”. Jeżeli jeszcze kierownicy/szefowie podzielają krytyczny punkt widzenia pracowników – to sytuacja staje się niebezpieczna.

Jeżeli konieczny i celowy jest system rejestrowania czasu pracy, to można przemyśleć jego zmianę, zapewne na poziomie technicznym możliwą, choćby wprowadzającą standardowy przedział czasu przychodzenia do pracy (np. pomiędzy 7.30 a 9.30) i wychodzenia z niej w podobnie szerokim przedziale. Taką praktykę znam u jednego z najlepszych pracodawców na rynku.

Pozostawienie pracownikowi więcej autonomii w decydowaniu o rytmie swojej pracy to sensowny ruch w dzisiejszym świecie. Świecie mobilności, możliwości pracy zdalnej Sensowny, bo po pierwsze szczególnie młodzi ludzie jako standard przyjmują właśnie mobilność i elastyczność. A po drugie, jeśli tylko można powierzać więcej autonomii pracownikowi, to - na ogół - dobrze wpływa to na jego zaangażowanie.

Można narzekać na „okropnych millenialsów”, ale świat naprawdę jest inny niż dawniej i nie tylko chodzi o różnice pokoleniowe.  

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
O rezyliencji czyli jak ustać przed ludźmi

Ostatnie artykuły