O konfliktach

Dorota Soida

Z jakimi konfliktami mierzą się liderzy? I dlaczego warto się przyjrzeć, w jaki sposób sobie z nimi radzą? Otóż konfliktem – w biznesowym rozumieniu - nie jest różnica poglądów ani różnica interesów. Jest to sytuacja, w której działania jednej strony są negatywnie INTERPRETOWANE przez inną, która w odpowiedzi podejmuje działanie obniżające efektywność. Może to być reakcja słowna lub czynna (choćby przez zaniechanie), a sytuacja wpływa na atmosferę, tempo pracy, morale i wyniki zespołu.

Podczas warsztatów kompaktowych „O konflikcie” liderzy, często ze zdziwieniem, odkrywają, że na zdecydowaną większość sytuacji konfliktowych mieli większy wpływ niż im się wydawało. To, w jaki sposób przekazywali informacje, słowa dobrane do uzasadnienia podjętych decyzji, wybory, jakich dokonali, stało się fundamentem i pożywką negatywnych interpretacji i ostatecznie negatywnej odpowiedzi wśród członków zespołu.

Jak takie sytuacje najlepiej rozwiązywać? To, do czego zachęcamy liderów to „wzięcie odpowiedzialności za współsprawstwo”, jak to nazwali uczestnicy jednego z warsztatów. Okazuje się bowiem, że uznanie przez lidera swojego udziału w rozwoju sytuacji może całkowicie otworzyć pracowników na zmianę i poszukiwanie bardziej efektywnych sposobów współpracy. Tym bardziej odważnym, a równocześnie pokornym, proponujemy nawet powiedzenie słów: Przepraszam, że się przyczyniłem do takiego rozwoju sytuacji…

Taka postawa zachęca innych do uznania swojej roli i wpływu oraz do poszukiwania rozwiązań, które mają szansę usatysfakcjonować wszystkie strony.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
Nie uda się uruchomić firmy bez solidnego zaplecza finansowego

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza