O spotkaniach

Dorota Soida

Coraz częściej liderzy w dużych korporacjach mówią: „U nas zarządza się poprzez spotkania”. Lista wyzwań i frustracji związanych ze spotkaniami bywa długa: „czasami miewam cztery spotkania jednocześnie…”, „przy stole siedzi kilkanaście osób i połowa nie ma nic do powiedzenia”, „idę na spotkanie i właściwie nie wiem po co…”.

Przyczyny powstawania „firmowej kultury spotkaniowej” bywają rozmaite. Często sprowadzają się do niejasności zakresów odpowiedzialności – w związku z tym do spychania jej w niedopowiedzianą strefę, przy równoczesnym kreowaniu „poduszki bezpieczeństwa”. Zawsze można niezadowolonemu powiedzieć, że miał możliwość wpływu, ale nie skorzystał, bo go nie było na spotkaniu. Nie mając dobrych wzorców młodzi liderzy przejmują powszechny w firmie sposób prowadzenia zebrań, nie mając nawet w świadomości, że na początek warto zdefiniować „a po co w ogóle to spotkanie?”

Po module „O spotkaniach” uczestnicy patrzą na nie inaczej, zwłaszcza na te, które sami generują. Wyposażeni w wiedzę i dobre praktyki od swoich kolegów rozumieją, co to znaczy przygotowane spotkanie, z jasnym celem, agendą i sprawnym prowadzeniem. Jest szansa, że o nich uczestnicy nie powiedzą „pogadaliśmy i tyle”.

A dzięki wzajemnemu wsparciu identyfikują te spotkania, które będą platformą rozwoju ich pracowników, wzrostu zaangażowania i odpowiedzialności. Także po to, by sami liderzy znaleźli wreszcie czas na realizację własnych strategicznych zadań, a nie tylko „biegali na spotkania”.

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
E-wizerunek początkującego przedsiębiorcy.

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza