O znajdowaniu sojuszników w pracy

IZABELA STROŻEK

Pozyskiwanie ludzi do współpracy i to jeszcze bez formalnej władzy jest jednym z bardziej gorących tematów biznesowych. Praca projektowa wymaga angażowania kolegów, współpracowników z innych obszarów organizacji czy osób spoza firmy. Wiele osób wypracowało swoje własne systemy  - mniej lub bardziej skutecznego radzenia sobie w takiej rzeczywistości. Są również i tacy, którzy nie wiedzą jak podejść do tematu i robią to nieudolnie albo w ogóle rezygnują z próby znalezienia pomocy.

Skutkami nieumiejętnego działania lub jego braku mogą być dla pracownika: „palenie” kontaktów jeszcze zanim się je nawiązało; przemęczenie z nadmiaru obowiązków; frustracja z powodu trudności/braku możliwości uzyskania niezbędnego wkładu do projektu; w skrajnych sytuacjach nawet odejście z firmy. Dla organizacji najgorszym skutkiem jest brak wymaganego efektu biznesowego, słaba jakość zadań lub niewykorzystany potencjał wewnętrzny i zewnętrzny w firmie.

Co można zrobić w takiej sytuacji? Warto stwarzać wokół siebie świat wymiany i współpracy. Bazując na modelu „Influence without authority” Cohena i Bradforda należy przyjąć 2 podstawowe założenia:

 

  1. każdy jest potencjalnym sojusznikiem w naszej sprawie,
  2. obie strony mają na tej wymianie skorzystać.

 

O ile drugie z tych założeń jest zrozumiałe, o tyle pierwsze budzi w wielu osobach sceptycyzm.  Zbyt często jednak zawężamy obszar działania do najbardziej oczywistej ścieżki. A ta, choć szybka, nie zawsze jest najlepsza. Wiedząc co chcemy osiągnąć i jaki jest nasz cel warto zadać sobie pytanie: jeśli miałbym poszukać sojusznika do tego zadania/projektu, to w jakim najmniej oczywistym miejscu mógłbym go znaleźć? Szerokie, nieograniczone spojrzenie na sojuszników pozwala odkryć niewykorzystany potencjał i dostrzec zupełnie nowe możliwości. Zanim jednak pójdziemy do takiej osoby z naszą propozycją, niezbędne jest solidne przygotowanie. Należy dobrze poznać świat, w którym potencjalny sojusznik funkcjonuje, czego się od niego wymaga, jakie są jego cele. Trzeba również rozpoznać „walutę”, która ma dla tej osoby największą wartość. Bardzo często zakładamy, że coś, co wydaje się być najważniejsze w danym środowisku, zespole lub dla nas samych - jest tak samo ważne dla innych osób, co wielokrotnie kończy się porażką z powodu niezrozumienia drugiej strony. Walutą może być np. prestiż, popularność, bycie uznanym i rozpoznawanym lub spokój i brak ekspozycji. Może to być także informacja, czas reakcji, zasoby czy wdzięczność lub akceptacja. Dobre zidentyfikowanie waluty własnej i sojusznika pozwoli na zadbanie o właściwe relacje i dokonanie sensownej wymiany. Kiedy już dokonamy wnikliwej diagnozy dotyczącej potencjalnego sojusznika jesteśmy gotowi do rozmowy o „interesie”:

 

  1. Poproś - powiedz o co chodzi, dlaczego właśnie do tej osoby się zwracasz.
  2. Posłuchaj - potrzeb interlokutora, obiekcji, jego zdania.
  3. Poszukajcie - najlepszych rozwiązań, by zyski przewyższały straty (odwołaj się do waluty i świata tej osoby, powiedz co możesz zaproponować w zamian).
  4. Postanówcie - na co się umawiacie.

Czy zawsze się uda pozyskać sojusznika do współpracy? Nie zawsze, jednak dobre przygotowanie sprawi, że nie zaprzepaścimy szansy i zdecydowanie zwiększymy prawdopodobieństwo sukcesu. Ponadto budowanie świata współpracy i sojuszników powoduje, że coś, co nie uda się dziś, zaowocuje w przyszłości.

JEŚLI CHCESZ WIEDZIEC WIĘCEJ O POZYSKIWANIU DO WSPÓŁPRACY SPRAWDŹ NASZ WEBINAR z cyklu #ROK Z COMPACT LEARNING 

19 września o 9:30

ZAPISZ SIĘ!

 

 

Podobają Ci się nasze artykuły?

Zapisz się do newslettera!

Najciekawsze teksty dostaniesz jako pierwszy

Zapisz się

Następny Artykuł
ABC networkingu w biznesie

Ostatnie artykuły

Czy praca jest dla wszystkich

„Ostatnio trafił mi się dzień załatwiania różnych spraw: urząd, trzy punkty usługowe, kilka sklepów. Czy akurat tak wyjątkowo źle trafiłam, czy obsługujący mnie mieli gorszy (fatalny!) tydzień, czy był to piątek trzynastego – nie wiem. I chyba w sumie nieważne. Jednostkowo i całościowo było to dla mnie tak męczące i przykre doświadczenie, że zaczęłam się zastanawiać, czy praca jest i powinna być dla wszystkich. Do tej pory śledząc malejące wskaźniki bezrobocia płynęłam na fali powszechnego entuzjazmu, jak to dobrze, że coraz więcej ludzi ma pracę, a coraz mniej nie. Po ostatnim moim doświadczeniu nie mam już tego optymizmu. Może tylko wmawiamy sobie, że każdy powinien pracować? Może tak byśmy chcieli, bo nie lubimy „darmozjadów”; bo lepiej, jak ludzie mają zajęcie, niż snują się bez celu po okolicy; bo przecież gdyby pracowali, nie byłoby biedy i różnych patologii… Ale może nie wszyscy ludzie nadają się do pracy? Przynajmniej do takiej, która wymaga kontaktu z drugim człowiekiem. Może tylko nam się wydaje, że szkoleniami i kursami z empatii, sprzedaży czy obsługi klienta można zmienić podejście/mentalność/zachowanie człowieka? Może są jednostki, które dla dobra społeczeństwa powinny nie pracować…? I lepiej wypłacać im stałą „pensję” (temat ten wraca zresztą zawsze przy okazji automatyzacji i perspektywy kurczącej się liczby miejsc pracy), niż próbować wbrew rozsądkowi zmusić ich do wykonywania zadań i czynności będących ponad ich siły?”
                                                                                                                                         Menedżer, firma doradcza